od momentu, kiedy poznałem GIAA, moim marzeniem było zobaczyć ich na żywca. ich muzyka zawsze budziła we mnie złe i dobre demony potrząsające moim wnętrznościami. no i stało się, ogłoszone terminy na polskiej trasie! pierwotnie chciałem zaliczyć wszystkie koncerty, jednak aspekty zawodowo-urlopowo-finansowo-uczelniane nie pozwoliły na realizację tego planu. pozostał sam gig w warszawie. było tak, jak przewidywałem... wielka post uczta, którą postarałem się zrelacjonować tutaj - zapraszam serdecznie, spowodowała to, że po koncercie nie potrafiłem opanować drżenia rąk. z emocji.
dla takich chwil warto żyć!