Podróży pociągiem nie opisuję, jest ona przedmiotem ostatniego akapitu mojego poprzedniego żurnala.
Całość zaczęła się od pizzy, zgodnie z tradycją. Ta była znakomita, wszak dagrasso. Następnie piwo w spiżu, już nie takie fajne jak kiedyś. Starość nie radość.
Po dotarciu z Lubą na miejsce zdarzenia, spotkało mnie zaskoczenie - oto szatnia była otwarta! Cóż, jednak ktoś postanowił nisko upaść i otworzyć szatnię dla jednego biednego żuczka (czyli mnie!). Dziękuję bardzo :)))))
Na początku eventu ludu była cała masa, przekrój również ciekawy - od studenckich kruluw andergrandu przez wylansowane lasencje i takie w miniuwach, z kolczykami i goth makijażem oraz kontaktami zmieniającymi kolor tęczówki (oblecha swoją drogą) po grubych koli z plecakami. Stoisko z merchami mało ciekawe, typiara ze stoiska Jarboe powiedziała nawet mi "HI" i się uśmiechnęła do mnie. …